Dotarło
do niej, że tak naprawdę nigdy nic do niego nie czuła, że nie
będą w stanie stworzyć razem niczego poza napięciem kilku
namiętnych nocy, chowających się w wymianie pustych,
rozczarowanych spojrzeń. Teraz, kiedy była pewna swoich
uczuć, szła pewnym krokiem
przed siebie, omijając osadzone na wybrukowanej ścieżce kałuże.
Zajęła
najbardziej odległy ze stolików w kącie ulubionej kawiarni i
zerkała co jakiś czas w stronę wejścia, sącząc mocną małą
czarna i nerwowo stukając opuszkami palców o dębowy blat. Nagle
drzwi wejściowe otworzyły się i do środka wszedł Jimmy. Od razu
skierował się w stronę czekającej na niego kobiety i siadając
naprzeciw, nie zaszczycił jej nawet krótkim przywitaniem.
-Po co
chciałeś się ze mną spotkać? -zapytała od razu, ale widząc
brak reakcji mężczyzny, odłożyła filiżankę na porcelanowy
spodek.-Jimmy?-powtórzyła.
-Aż
tak ci się spieszy? -wybuchnął, dotykając nonszalancko plecami
oparcia krzesła. Nie rozumiejąc jego reakcji, Emma wzdrygnęła się
nieznacznie i spojrzała na niego zdziwiona.
-Jest
pózno i nie ukrywam, ze wolałabym niedługo wrócić do
dom...-urwała widząc, jak nerwowo otwiera usta.
-Do
niego? Jaki Ci z nim jest? -parsknął gorzko.
-Jimmy,
o co ci chodzi?-rzuciła oburzona, unosząc brwi.
-Pytasz
o co mi chodzi? Nie zrezygnowałem z ciebie, kiedy ty sama nie
potrafiłaś powiedzieć, co czujesz. -siedziała, wpatrując się w
niego i analizując każde słowo. W głowie ułożyła już
odpowiedz na każde z możliwych. -Nie zrezygnowałem nawet kiedy
bylem już na przegranej pozycji. -niemalże wykrzyczał, uderzając
pięścią w stół.
-Dosyć,
nie będę wysłuchiwać niesłusznych oskarżeń. Nie dam się
obwiniać, bo sam dobrze wiesz, jak do tego doszło. Nie mam sobie
nic do zarzucenia. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. -skwitowała,
zarzucając na ramiona kremowy płaszcz.
-Pewnie
cudownie zaspokaja cię w każdej możliwej kwestii. - syknął,
nachylając się ku jej zniesmaczonej twarzy. Spojrzała na niego z
odrazą, podniosła nawet dłoń,mając ochotę uderzyć go w twarz.
Przygryzła jednak tylko wargę spoglądając w jego rozżalone oczy
i szybkim krokiem udała się do wyjścia, rzucając na stolik
pomięty banknot.
Znów
szła przed siebie, tym razem szukając kluczyków w kieszeni torby,
w myślach przeklinając tylko cala te sytuację. Mogła przewidzieć
jak to się skończy. Potrząsnęła lekko głową, wciskając
sprzęgło. Z nim jest całkiem inaczej. Zawsze dba o to żeby
była w pełni zaspokojona. Mimo, że
jest ironiczny, władczy i apodyktyczny, to jednak czuje i dobrze
rozpoznaje jego miłość. To przyciąga ja do Alana jak magnez.
Obserwując uważnie drogę westchnęła cicho, analizując, czy na
pewno wszystko jest w porządku i czy każda z podjętych ostatnio
decyzji jest tą słuszną. Szybko jednak otrząsnęła się z tych
myśli, zaciskając dłonie na kierownicy.
Skierowała
się do środka domu, w którym panowała nieprzenikniona ciemność.
Nie ma nikogo- pomyślała, oddychając z ulga i kładąc torebkę na
mały stolik przy drzwiach wejściowych. Szybko położy się spać,
a on nawet nie zauważy, ze w ogóle wyszła. Sprawnie przemykając
przez salon trzymała w reku swoje czerwone szpilki, kiedy nagle
gdzieś w rogu pomieszczenia zapaliła się mała lampka. Wzdrygnęła
się lekko, obwiniając się o swój brak rozsądku, kiedy smuga
żółtego światła rozprzestrzeniła się, oświetlając całość
gustownie urządzonego salonu.
-
Przestraszyłeś mnie- szepnęła po chwili, łapiąc się za brzuch
i biorąc kilka głębokich wdechów, chcąc uspokoić swój
przyspieszony w tej chwili oddech. Spojrzała na męża, zatrzymując
na nim swój pełen pożądania wzrok. Siedział na fotelu z luzno
rozstawionymi nogami, a biała koszula rozpięta na
klatce piersiowej wystawała ze spodni, kiedy w dłoni trzymał
szklaneczkę whisky, lekceważąco nią kołysząc. Przełknęła
niepewnie ślinę i już chciała pójść na górę uniknąwszy
badawczego spojrzenia, gdy nagle zatrzymał ją jego spokojny,
zdecydowany głos.
- Gdzie byłaś? - zapytał, lustrując
uważnie jej każdy ruch.
- Byłam się przejść. -
odpowiedziała nerwowo, krzyżując ramiona.
- Kłamiesz. Gdzie
byłaś? - powtórzył, jednak teraz jego ton wyrażał większe
zniecierpliwienie. Emma wzięła głęboki oddech, bo nie było
sensu go okłamywać. Zawsze dostawał to, czego chciał.
-
Spotkałam się z Jimmym w kawiarni, tam, gdzie zawsze chodzimy w
każdą sobotę po zakupach. - wyrecytowała i spuściła wzrok.
Mężczyzna odłożył szklankę na stoliczek i wstał, wkładając
ręce w kieszenie niebieskich jeansów.
- Powolnym
krokiem zbliżył się do zawstydzonej Emmy, a brunetka spojrzała na niego przelotem i niepewnie oblizała wargi. Nawet,
kiedy wyglądał tak groznie, był pociagający, choć w tej chwili
wydawało jej się, że może szczególnie wtedy. Zatrzymał się tuz
przed nią, jednak nie zrobił nic, by jej dotknąć. Czuła, jak od
środka pali ją dobrze znane uczucie
gorąca, zdenerwowania, podniecenia. Jego spojrzeniem, zapachem,
sposobem w jaki rękawy koszuli okalały jego pięknie wyrzezbione
ramiona.
- Nie mogłaś od razu mi o tym powiedzieć?- zapytał,
patrząc na nią z góry, ale w tej chwili nie miała odwagi spojrzeć
w jego zimne, stalowe tęczówki .
-Mogłam,
ale wolałam spotkać się z nim sama...odpowiedziała.- Alan
zaśmiał się pod nosem, odgarniając jej włosy zdecydowanym
ruchem grzbietu dłoni. Ufał jej w każdej możliwej sprawie, a jej
dzisiejsze wyjście było tylko pretekstem, by wzbudzić w niej
poczucie winy.
- Już dobrze – szepnął i jednym, sprawnym
krokiem pokonał odległość dzieląca go od pięknej, stojącej
naprzeciw żony. Złapał ją w talii
i boleśnie przycisnął do torsu, przeciągając tę chwilę jak
najdłużej się dało. Nie przygotowana na taki rozwój akcji
próbowała się bronić, jednak blondyn sprawnie złapał jej
nadgarstki i unieruchomił je za plecami dziewczyny, by po chwili
zbliżyć swoje usta do jej rozchylonych warg, brutalnie wdzierając
się językiem do jej wnętrza. Była zbyt poruszona jego
gwałtownością by przewidzieć, co zamierza, więc poddawała się
temu, co działo się miedzy nimi.
- Przestań... wydukała,
wykręcając się spod dotyku jego silnych dłoni- próbę jej
sprzeciwu zakończył namiętnym pocałunkiem, który wreszcie
oddała. Sprawnie rozpiął jej spodnie i wsunął dłoń pod
materiał bielizny. Jęknęła zachrypniętym głosem, kiedy poczuła
ją na swojej kobiecości. Po chwili
wycofał się, zostawiając na jej twarzy nutę niespełnienia.
Otworzyła oczy i ze zdumieniem zobaczyła, jak Alan właśnie
odchodzi w stronę sypialni. Przy schodach zatrzymał się, odwrócił
i uśmiechnął łobuzersko, otwierając powoli
drzwi pomieszczenia. Stała na
środku salonu, dochodząc do siebie i analizując cala sytuację.
Wzięła kilka oddechów, zacisnęła dłonie i
zdecydowanym krokiem podążyła za
nim. Wparowała do pokoju niczym burza i od
razu rzuciła się na
Alana, który stał do
niej tyłem rozpinając powoli
guziki bawełnianej koszuli.Chwytając gwałtownie za kołnierz pchnęła zaskoczonego
mężczyznę na obszerne łóżko
tak, że odwrócił się
na plecy w sposób pozwalający, by
teraz to ona siedziała na jego
brzuchu i bez opamiętania, jednak
nad wyraz delikatnie stukała pięściami o pół
nagi tors. Po chwili trzymał
już nadgarstki kobiety po obu stronach jej bioder,
tryumfując z zadowoleniem.
- Co ty wyprawiasz?- zapytał
lekko zdenerwowany, chowając uśmiech.
Próbowała się
wyrwać, jednak z każdym jej
ruchem blondyn odczuwał coraz
bardziej dokuczliwy ból
w lędzwiach.
-Co to
miało znaczyć? Nie
jestem twoja zabawka... - powiedziała poruszona.
Dobrze wiedział, że
w każdej chwili mógł
ją z siebie sprawnie zrzucić, jednak
jej ciężar wcale mu nie
przeszkadzał.
Nagle
złapał ją w
pół i odwrócił
tak, że teraz on
górował. Odsunął się na
chwilę, by się
jej dokładnie przyjrzeć i pocałował
jej słodkie, wilgotne usta, na co
wydała zduszony jęk sprzeciwu, który jednak
szybko przerodził się w jęk rozkoszy,
gdy sprawne dłonie Alana powędrowały od
jej talii w górę, ku piersiom.
Teraz rozpinał powoli koszule,
ustami schodząc coraz niżej,
z każdym ruchem odsuwając się
od ust poprzez brodę, do
jej odchylonej pod wpływem podniecenia
szyi. Powoli
i zmysłowo całował cale ciało Emmy,
tak że drżała w
oczekiwaniu na każdy kolejny
jego ruch. Dłońmi wodził lekko
po jej pośladkach, a
ustami pieścił piersi.
Zastanawiał się
tylko, czy będzie w
stanie wytrzymać takie długie napięcie,
ale konsekwentnie i z
charakterystycznym wyczuciem schodził ustami
coraz nizej, przygryzając a
potem liżąc każdy skrawek
jej pachnącej, delikatnej skóry. Po długiej chwili
znalazł się
tam, gdzie w tej chwili najbardziej pragnęła,
by był. Jęknęła z
zawodem kiedy poczuła, jak całuje jej
nogi, uda i brzuch, sprawnie omijając punkt strategiczny.
-
Alan... jęknęła, na
co mężczyzna jak na komendę
znalazł się na powrót przy
jej ustach. Spojrzał jej głęboko w
oczy i uśmiechnął się uwodzicielsko.
-
Słucham kochanie
– odparł, muskając delikatnie wilgotnymi wargami każdy centymetr
jej zarumienionej twarzy.
- Proszę cię...-przymknęła oczy,
wbijając delikatnie paznokcie w jego nagie
plecy. Mówiła urywanym szeptem,
bo tylko na tyle było ją teraz stać. Zawsze
wiedział jak sprawić,
by czuła się
w ten sposób.
- O co
mnie prosisz?-szepnął, wiedząc jak
rozpaczliwie pragnie każdego jego
dotyku. Drżącymi dłońmi pomogła mu pozbyć
się luzno okalających biodra jeansów i przyciągnęła go
mocno do siebie, rozchylając powoli
uda.
Wszedł
w nią jednym sprawnym
ruchem, jednak nie miała zamiaru poddawać się
tak łatwo świadoma
tego, że jego postawa
miała pokazać jej,
jak bardzo władczy chce
się poczuć.
Podniosła się, zmuszając męża do uległości, usiadła na
nim i poruszała się
bardzo powoli w rytmie, który sama
wyznaczyła wiedząc, że rozpalony długo
nie wytrzyma w takiej pozycji. Czując narastające podniecenie
podniósł się do
pozycji siedzącej i złączył jej
stopy za swoimi plecami. Mimo, że siedziała
na nim, i tak górował nad nią
prawie o głowę. Przymknął
powieki i tłumiąc
cichy jęk, przyciągnął na chwilę
jej głowę do
swojej sprawiając tym
samym, że ich zamglone
spojrzenia spotkały się.
-Jesteś
moja, rozumiesz? Tylko moja - wyszeptał i pocałował
ją władczo. Oparła się na
jego ramieniu, delikatnie odwzajemniając dotyk
jego warg, by po chwili poczuć pierwszą fale
dreszczy. Usłyszała jakby z
oddali swój krzyk, przywierając jeszcze
mocniej do ciała ukochanego.
-Kocham
Cię – szepnął, wtulając głowę w
jej klatkę piersiową. Położyła dłoń na
jego
karku i przesunęła nią delikatnie, muskając palcami zagłębienie, gdzie
biło nieuspokojone jeszcze tętno.
Swietnie napisane bardzo lekko i dobrze sie czyta czekamy na wiecej
OdpowiedzUsuń