Kiedy
się obudził, stała nad nim jedna z tych pielęgniarek, które
zdają się zawsze witać pacjentów swoim pełnym zniesmaczenia
spojrzeniem rzucanym spod niedbale tuszowanych rzęs.
Uniosła
swoją lewą brew, od niechcenia poprawiła poduszkę pod głową pół
przytomnego Alana i podeszła do okna, odsłaniając widok na
kolejny, budzący się w poranek.
Od
wypadku Emmy minął okrągły tydzień a teraz jej mąż znajdował
się w tym samym położeniu, co ona kilka dni temu.
Ktoś
postanowił postawić ich w tej sytuacji nieprzypadkowo, bowiem za
całą tą sprawą stała jedna, konkretna osoba. Ktoś postanowił
się zemścić i to w każdym najmniejszym nawet, szczególe.
Przychodzi
czas, kiedy każdy żąda tego, co mu się należy. Prędzej czy
później
staje
przed faktem, że cele i zdobycze, które miały być jego, nie mogą
zostać odpuszczone.
Zaciągając
się papierosem mocniej niż kiedykolwiek, obserwował tęsknym
wzrokiem zachodzące, Nowojorskie słońce i rozmyślał nad tym, jak
bardzo chciałby nie popełnić błędów które sprawiły i
sprawiają, że tak właśnie spędza swój każdy wieczór.
Jimmy
sięgnął do kieszeni swoich luźnych, szarych dresów i ujął
trzymaną w nich fotografię-kawałek papieru przedstawiający
uśmiechającą się, nieprzeciętnej urody kobietę i obejmującego
ją młodego, ciemnowłosego mężczyznę.
Londyn,
cztery lata temu.
Kobieta
jego życia, wakacje, które spędzali razem co roku i ich radosne
twarze wpatrzone prosto w obiektyw aparatu trzymanego przez
początkującego wówczas, spotkanego przypadkiem fotografa – Alana
Evansa.
Chociaż
żadne z nich się tego nie spodziewało, tamta chwila zmieniła
prawie wszystko, bo od momentu wciśnięcia spustu migawki zarówno
Emma jak i Alan nie mogli oderwać od siebie ani wzroku, ani myśli.
Zaczęło
się niewinnie, bo najpierw blondyn zauważył jej uroczą tendencję
do delikatnego przygryzania dolnej wargi i wkładania włosów za
ucho, a później też to, że ich wspólne tematy nie miały końca-a
zaczęło się od filiżanki małej czarnej w kawiarni na rogu
londyńskiej Shaftesbury Avenue*.
Podczas
gdy czekający w hotelu Jimmy po raz dziesiąty wykręcał numer
ukochanej przyjaciółki, ona czerwieniła się na każdy z rzucanych
przez Alana komplementów na temat jej nienagannego wyglądu. Figury.
Włosów, uśmiechu, sukienki. Każdego najmniejszego szczegółu
który tylko on zauważał a o którym ona nie miała nawet pojęcia
lub po prostu, spuszczając wzrok na porcelanowy spodek cicho
liczyła, że to w jaki sposób ją docenia, nie skończy się tym
spotkaniem i wymianą kilku rozpalonych spojrzeń.
-Masz
ochotę na spacer? - zapytała
ośmielona uwagami niedawno poznanego mężczyzny. - Mógłbyś mnie
odprowadzić, mieszkam niedaleko...
-Z
miłą chęcią. Zresztą...-Alan uśmiechnął się uwodzicielsko i
był to uśmiech tego rodzaju, którego oczarowane kobiety pragną
najbardziej. -Zapowiada się bardzo miły wieczór. -powiedział,
ubierając marynarkę. Ależ on był przystojny. Tak cholernie
przystojny i w każdym, najmniejszym szczególe. Spojrzenie
błękitnych tęczówek, delikatnie wygięte w uśmiechu wargi,
których dotyk wyobrażała sobie w miejscach, które na jego widok
pulsowały delikatnie, jego męski zapach, wyrzeźbione ramiona,
wydatne pośladki i nawet sposób w jaki ubierał marynarkę.
Wszystko to pociągało Emmę Richardson. Wszystko, co składało się
na osobę stojącego właśnie przed nią Alana Evansa, który
trzymał jej płaszcz w swoich idealnych dłoniach.
Resztę
wieczoru spędzili na spacerowaniu ulicami Londynu, a później, po
kilku kieliszkach czerwonego wina w idealnie urządzonym mieszkaniu
Alana, kochając się namiętnie na kuchennym blacie.
Od
tamtego-i kilku pozostałych wieczorów, byli ze sobą tak
szczęśliwi, że zdawało im się, iż na świecie nie ma innych,
bardziej szczęśliwych ludzi. Jak wszyscy zakochani w sobie, nie
odpuszczali ani na moment.
Pisząc
do siebie SMSy i e-maile, wypełniając telefonami każdą przerwę
na lunch i zapewniając o swoim niegasnącym uczuciu. Po każdej
spędzonej wspólnie nocy budzili się wtuleni w siebie i witając
pocałunkami pewnego dnia zrozumieli, że tego właśnie chcą do
końca życia i niczego innego nawet nie chcą sobie wyobrażać.
Aż
pewnego kwietniowego dnia, na palcu pięknej Emmy zagościł
diamentowy pierścionek zaręczynowy-chwilę po wypowiedzeniu
entuzjastycznego ''tak''
pobiegła po telefon i postanowiła podzielić się swoim szczęściem
z przyjacielem.
Przyjacielem
którego serce rozpadło się na kawałki w chwili, w której wyszła
z ich hotelowego pokoju ze spakowaną walizką i oświadczyła, że
zostaje w Londynie na stałe.
Bo
nigdy nie zdawała sobie sprawy z uczuć jakie do niej żywił, nawet
w chwili, kiedy pewnego zimowego wieczoru wsiadła w samolot bo tak
bardzo pragnęła kojącej obecności i dobrej rady w chwili, kiedy
sama nie wiedziała, co czuje.
Po
setnej kłótni z Alanem, przekonana o tym,
że pomyliła się co do niego, rzuciła swoim wymarzonym,
zaręczynowym pierścionkiem i trzymając w dłoni bilet na
najbliższy lot do Nowego Jorku trzasnęła drzwiami. To właśnie do
Jimmy'ego uciekła, kiedy nie umiała sobie
poradzić z plątaniną własnych uczuć i
targających nią emocji.
Czekał
na nią na lotnisku. Z kubkiem kawy i
sercem na dłoni.
Nie
odzywała się ani słowem, po prostu wtuliła się w jego ciepłe,
otwarte jak zawsze ramiona i rozpłakała się na dobre.
Był
tam wtedy dla niej i nic innego się nie liczyło, ale dla szczupłej,
ciemnowłosej Emmy to nie znaczyło więcej niż tyle co fakt, że na
swojego przyjaciela zawsze może liczyć.
-Herbaty?
- zapytał, kciukiem ocierając spływającą
po jej policzku łzę. Westchnęła i wyciągnęła dłoń w której
po chwili zagościł kubek z parującą zawartością.
-Dziękuję.
-odparła, pociągając nosem i pozwoliła, by okrył ją miękkim
kocem.
-Więc
o co chodzi? Przylatujesz zza oceanu
bo pokłóciłaś się z narzeczonym? - zapytał, siadając
obok. -Coś złego się dzieje? - poprawił
delikatnie opadające na ramiona kobiety włosy.
-Nie
wiem. Sama nie wiem co myśleć, Jimmy. Sądziłam,
że tak. Nadal chcę tak sądzić, ale on jest taki zaborczy i wciąż
zły...-odparła, biorąc łyk gorącego napoju.
-Co
masz na myśli? Mówiłaś, że jesteś z nim szczęśliwa, zresztą
tryskałaś szczęściem kiedy zadzwoniłaś chwilę po tym, jak
zgodziłaś się zostać jego żoną...
-Nadal
się cieszę ale potrzebuję chwili wytchnienia. Jimmy, Alan nie jest
w stanie znieść faktu, że jesteś..a ja nigdy nie będę mogła
się z Tobą w żaden sposób rozstać...-na te słowa przytulił
Emmę mocno do siebie, zanurzając nos w jej pachnących włosach.
-A
ja nie mogę znieść faktu, że jest on...-szepnął, odwracając
wzrok. - Nie dziwię się, jeśli wkurwiam go tak jak on mnie.
Kochasz go, Emma? - czuła, że odpowiedz
na to pytanie jest dla niej jak wyrok. Oboje milczeli przez dłuższą
chwilę, napawając się swoją obecnością.
-Kocham
go, niedługo zostanę jego żoną...-szepnęła, czyniąc z tych
słów pewnego rodzaju rachunek sumienia.
-Tak,
w porządku... - Nie było w porządku, bo jego serce złamało się
po raz kolejny, zostawiając blizny niemożliwe do zagojenia. -Więc
mówisz, że spędzisz resztę życia z człowiekiem który sprawia,
że siedzisz zapłakana na mojej kanapie?
Podniosła
wzrok i poprawiła swoje długie, opadające na ramiona włosy.
Wpatrując się w Jimmy'ego i jego przystojną
twarz chciała coś powiedzieć.
Coś
na swoją obronę, bo czuła się jak ganiona za swoje zachowanie
mała dziewczynka.
-Co
masz na myśli?...-wydukała.
-Całe
życie stoję obok ciebie! - oburzył się, bo przegrał w bitwie z
myślą, że stracił kobietę swojego życia. -Jestem za każdym
razem, kiedy mnie potrzebujesz, znam twoje ulubione piosenki, wiem,
jaką herbatę pijasz do śniadania i że najchętniej robisz to przy
naleśnikach. Nie odrzuciłem połączenia, kiedy dzwoniłaś do mnie
dziś rano mówiąc, że będziesz za kilka
godzin tak, jak robiłaś to podczas gdy byłaś zajęta tym
pierdolonym sukinsynem, rozumiesz?! - wykrzyczał,
sprawiając że jej łzy spływały jeszcze szybciej i bardziej
obficie niż kiedykolwiek.
Uderzył
pięścią w stół i strącił kubek herbaty, którego zawartość
wylała się na puchaty dywan. -Pierdolę to. Mam dosyć. Kocham Cię
jak nikogo na świecie, ale ty nawet nie ….zresztą, nieważne. -
zakończył, chwytając za kluczyki swojego Forda i trzasnął
drzwiami, wychodząc z mieszkania.
Emma
Richardson została sama, skonfrontowana z uczuciami, owładnięta
bezradnością i bez bladego pojęcia, jak nie rozbić się przy
upadku w przepaść pomiędzy dwoma mężczyznami, których kocha.
Towarzyszyło
jej miarowe tykanie ściennego zegara, wyciszony telefon i pustka.
Bolesna pustka ogarniająca jej rozdarte serce.
*Shaftesbury
Avenue -
jedna
z głównych ulic w centralnym Londynie (Wielka
Brytania).
Łączy Piccadilly
Circus z New
Oxford Streetprzecinając Charing
Cross Road i
ma swój początek w Chinatown.