poniedziałek, 25 maja 2015

Prolog

    Dotarło do niej, że tak naprawdę nigdy nic do niego nie czuła, że nie będą w stanie stworzyć razem niczego poza napięciem  kilku namiętnych nocy, chowających się w wymianie pustych, rozczarowanych spojrzeń. Teraz, kiedy była pewna  swoich uczuć, szła pewnym krokiem przed siebie, omijając osadzone na wybrukowanej ścieżce kałuże.
    Zajęła najbardziej odległy ze stolików w kącie ulubionej kawiarni i zerkała co jakiś czas w stronę wejścia, sącząc mocną małą czarna i nerwowo stukając opuszkami palców o dębowy blat. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i do środka wszedł Jimmy. Od razu skierował się w stronę czekającej na niego kobiety i siadając naprzeciw, nie zaszczycił jej nawet krótkim przywitaniem.
    -Po co chciałeś się ze mną spotkać? -zapytała od razu, ale widząc brak reakcji mężczyzny, odłożyła filiżankę na porcelanowy spodek.-Jimmy?-powtórzyła.
    -Aż tak ci się spieszy? -wybuchnął, dotykając nonszalancko plecami oparcia krzesła. Nie rozumiejąc jego reakcji, Emma wzdrygnęła się nieznacznie i spojrzała na niego zdziwiona.
    -Jest pózno i nie ukrywam, ze wolałabym niedługo wrócić do dom...-urwała widząc, jak nerwowo otwiera usta.
    -Do niego? Jaki Ci z nim jest? -parsknął gorzko.
    -Jimmy, o co ci chodzi?-rzuciła oburzona, unosząc brwi.
    -Pytasz o co mi chodzi? Nie zrezygnowałem z ciebie, kiedy ty sama nie potrafiłaś powiedzieć, co czujesz. -siedziała, wpatrując się w niego i analizując każde słowo. W głowie ułożyła już odpowiedz na każde z możliwych. -Nie zrezygnowałem nawet kiedy bylem już na przegranej pozycji. -niemalże wykrzyczał, uderzając pięścią w stół.
    -Dosyć, nie będę wysłuchiwać niesłusznych oskarżeń. Nie dam się obwiniać, bo sam dobrze wiesz, jak do tego doszło. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. -skwitowała, zarzucając na ramiona kremowy płaszcz.
    -Pewnie cudownie zaspokaja cię w każdej możliwej kwestii. - syknął, nachylając się ku jej zniesmaczonej twarzy. Spojrzała na niego z odrazą, podniosła nawet dłoń,mając ochotę uderzyć go w twarz. Przygryzła jednak tylko wargę spoglądając w jego rozżalone oczy i szybkim krokiem udała się do wyjścia, rzucając na stolik pomięty banknot.
    Znów szła przed siebie, tym razem szukając kluczyków w kieszeni torby, w myślach przeklinając tylko cala te sytuację. Mogła przewidzieć jak to się skończy. Potrząsnęła lekko głową, wciskając sprzęgło. Z nim jest całkiem inaczej. Zawsze dba o to żeby była w pełni zaspokojona. Mimo, że jest ironiczny, władczy i apodyktyczny, to jednak czuje i dobrze rozpoznaje jego miłość. To przyciąga ja do Alana jak magnez. Obserwując uważnie drogę westchnęła cicho, analizując, czy na pewno wszystko jest w porządku i czy każda z podjętych ostatnio decyzji jest tą słuszną. Szybko jednak otrząsnęła się z tych myśli, zaciskając dłonie na kierownicy.

    Skierowała się do środka domu, w którym panowała nieprzenikniona ciemność. Nie ma nikogo- pomyślała, oddychając z ulga i kładąc torebkę na mały stolik przy drzwiach wejściowych. Szybko położy się spać, a on nawet nie zauważy, ze w ogóle wyszła. Sprawnie przemykając przez salon trzymała w reku swoje czerwone szpilki, kiedy nagle gdzieś w rogu pomieszczenia zapaliła się mała lampka. Wzdrygnęła się lekko, obwiniając się o swój brak rozsądku, kiedy smuga żółtego światła rozprzestrzeniła się, oświetlając całość gustownie urządzonego salonu.
      - Przestraszyłeś mnie- szepnęła po chwili, łapiąc się za brzuch i biorąc kilka głębokich wdechów, chcąc uspokoić swój przyspieszony w tej chwili oddech. Spojrzała na męża, zatrzymując na nim swój pełen pożądania wzrok. Siedział na fotelu z luzno rozstawionymi nogami, a biała koszula rozpięta na klatce piersiowej wystawała ze spodni, kiedy w dłoni trzymał szklaneczkę whisky, lekceważąco nią kołysząc. Przełknęła niepewnie ślinę i już chciała pójść na górę uniknąwszy badawczego spojrzenia, gdy nagle zatrzymał ją jego spokojny, zdecydowany głos.
      - Gdzie byłaś? - zapytał, lustrując uważnie jej każdy ruch. 
      - Byłam się przejść. - odpowiedziała nerwowo, krzyżując ramiona.
      - Kłamiesz. Gdzie byłaś? - powtórzył, jednak teraz jego ton wyrażał większe zniecierpliwienie. Emma wzięła głęboki oddech, bo nie było sensu go okłamywać. Zawsze dostawał to, czego chciał.
      - Spotkałam się z Jimmym w kawiarni, tam, gdzie zawsze chodzimy w każdą sobotę po zakupach. - wyrecytowała i spuściła wzrok. Mężczyzna odłożył szklankę na stoliczek i wstał, wkładając ręce w kieszenie niebieskich jeansów.
      Powolnym krokiem zbliżył  się do zawstydzonej Emmy, a brunetka spojrzała na niego przelotem i niepewnie oblizała wargi. Nawet, kiedy wyglądał tak groznie, był pociagający, choć w tej chwili wydawało jej się, że może szczególnie wtedy. Zatrzymał się tuz przed nią, jednak nie zrobił nic, by jej dotknąć. Czuła, jak od środka pali ją dobrze znane uczucie gorąca, zdenerwowania, podniecenia. Jego spojrzeniem, zapachem, sposobem w jaki rękawy koszuli okalały jego pięknie wyrzezbione ramiona.
    - Nie mogłaś od razu mi o tym powiedzieć?- zapytał, patrząc na nią z góry, ale w tej chwili nie miała odwagi spojrzeć w jego zimne, stalowe tęczówki .
      -Mogłam, ale wolałam spotkać się z nim sama...odpowiedziała.- Alan zaśmiał się pod nosem, odgarniając jej włosy zdecydowanym ruchem grzbietu dłoni. Ufał jej w każdej możliwej sprawie, a jej dzisiejsze wyjście było tylko pretekstem, by wzbudzić w niej poczucie winy.
      - Już dobrze – szepnął i jednym, sprawnym krokiem pokonał odległość dzieląca go od pięknej, stojącej naprzeciw żony. Złapał ją w talii i boleśnie przycisnął do torsu, przeciągając tę chwilę jak najdłużej się dało. Nie przygotowana na taki rozwój akcji próbowała się bronić, jednak blondyn sprawnie złapał jej nadgarstki i unieruchomił je za plecami dziewczyny, by po chwili zbliżyć swoje usta do jej rozchylonych warg, brutalnie wdzierając się językiem do jej wnętrza. Była zbyt poruszona jego gwałtownością by przewidzieć, co zamierza, więc poddawała się temu, co działo się miedzy nimi. 
      - Przestań... wydukała, wykręcając się spod dotyku jego silnych dłoni- próbę jej sprzeciwu zakończył namiętnym pocałunkiem, który wreszcie oddała. Sprawnie rozpiął jej spodnie i wsunął dłoń pod materiał bielizny. Jęknęła zachrypniętym głosem, kiedy poczuła ją na swojej kobiecości. Po chwili wycofał się, zostawiając na jej twarzy nutę niespełnienia. Otworzyła oczy i ze zdumieniem zobaczyła, jak Alan właśnie odchodzi w stronę sypialni. Przy schodach zatrzymał się, odwrócił i uśmiechnął łobuzersko, otwierając powoli drzwi pomieszczenia. Stała na środku salonu, dochodząc do siebie i analizując cala sytuację.
      Wzięła kilka oddechówzacisnęła dłonie i zdecydowanym krokiem podążyła za nim. Wparowała do pokoju niczym burza i od razu rzuciła się na Alana, który stał do niej tyłem rozpinając powoli guziki bawełnianej koszuli.Chwytając gwałtownie za kołnierz pchnęła zaskoczonego mężczyznę na obszerne łóżko tak, że odwrócił się na plecy w sposób pozwalający, by teraz to ona siedziała na jego brzuchu i bez opamiętania, jednak nad wyraz delikatnie stukała pięściami o pół nagi tors. Po chwili trzymał już nadgarstki kobiety po obu stronach jej bioder, tryumfując z zadowoleniem. 
      - Co ty wyprawiasz?- zapytał lekko zdenerwowany, chowając uśmiech. Próbowała się wyrwać, jednak z każdym jej ruchem blondyn odczuwał coraz bardziej dokuczliwy ból w lędzwiach. 
      -Co to miało znaczyć? Nie jestem twoja zabawka... - powiedziała poruszona. Dobrze wiedział, że w każdej chwili mógł ją z siebie sprawnie zrzucić, jednak jej ciężar wcale mu nie przeszkadzał.
      Nagle złapał ją w pół i odwrócił także teraz on górował. Odsunął się na chwilę, by się jej dokładnie przyjrzeć i pocałował jej słodkie, wilgotne usta, na co wydała zduszony jęk sprzeciwu, który jednak szybko przerodził się w jęk rozkoszy, gdy sprawne dłonie Alana powędrowały od jej talii w górę, ku piersiom. Teraz rozpinał powoli koszule, ustami schodząc coraz niżej, z każdym ruchem odsuwając się od ust poprzez brodę, do jej odchylonej pod wpływem podniecenia szyi. Powoli i zmysłowo całował cale ciało Emmy, tak że drżała w oczekiwaniu na każdy kolejny jego ruch. Dłońmi wodził lekko po jej pośladkach, a ustami pieścił piersi. Zastanawiał się tylko, czy będzie w stanie wytrzymać takie długie napięcie, ale konsekwentnie i z charakterystycznym wyczuciem schodził ustami coraz nizej, przygryzając a potem liżąc każdy skrawek jej pachnącej, delikatnej skóry. Po długiej chwili znalazł się tam, gdzie w tej chwili najbardziej pragnęła, by był. Jęknęła z zawodem kiedy poczuła, jak całuje jej nogi, uda i brzuch, sprawnie omijając punkt strategiczny. 
      - Alan... jęknęła, na co mężczyzna jak na komendę znalazł się na powrót przy jej ustach. Spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się uwodzicielsko.
      - Słucham kochanie – odparł, muskając delikatnie wilgotnymi wargami każdy centymetr jej zarumienionej twarzy.  
      - Proszę cię...-przymknęła oczy, wbijając delikatnie paznokcie w jego nagie plecy. Mówiła urywanym szeptem, bo tylko na tyle było ją teraz stać. Zawsze wiedział jak sprawić, by czuła się w ten sposób.
      - O co mnie prosisz?-szepnąłwiedząc jak rozpaczliwie pragnie każdego jego dotyku. Drżącymi dłońmi pomogła mu pozbyć się luzno okalających biodra jeansów i przyciągnęła go mocno do siebie, rozchylając powoli uda.
      Wszedł w nią jednym sprawnym ruchem, jednak nie miała zamiaru poddawać się tak łatwo świadoma tego, że jego postawa miała pokazać jej, jak bardzo władczy chce się poczuć.
      Podniosła sięzmuszając męża do uległościusiadła na nim i poruszała się bardzo powoli w rytmie, który sama wyznaczyła wiedząc, że rozpalony długo nie wytrzyma w takiej pozycji. Czując narastające podniecenie podniósł się do pozycji siedzącej i złączył jej stopy za swoimi plecami. Mimo, że siedziała na nim, i tak górował nad nią prawie o głowę. Przymknął powieki i tłumiąc cichy jęk, przyciągnął na chwilę jej głowę do swojej sprawiając tym samym, że ich zamglone spojrzenia spotkały się. 
      -Jesteś moja, rozumiesz? Tylko moja - wyszeptał i pocałował ją władczo. Oparła się na jego ramieniu, delikatnie odwzajemniając dotyk jego warg, by po chwili poczuć pierwszą fale dreszczy. Usłyszała jakby z oddali swój krzyk, przywierając jeszcze mocniej do ciała ukochanego.
      -Kocham Cię – szepnąłwtulając głowę w jej klatkę piersiową. Położyła dłoń na jego
       karku i przesunęła nią delikatniemuskając palcami zagłębienie, gdzie biło nieuspokojone jeszcze tętno

1 komentarz:

  1. Swietnie napisane bardzo lekko i dobrze sie czyta czekamy na wiecej

    OdpowiedzUsuń